sie 23 2020

Julia, jej praca i pasja


Komentarze: 0

Wykształciła się medycznie. Fascynowała ją medycyna. Wiele razy żałowała,ze nie została lekarzem. Została pielęgniarką, a podyplomowo ukonczyła dietetykę w dorosłym juz zyciu. Tak na prawdę była jednak oddanym kynologiem.Wkrótce sprecyzowała i zaciesniła swoją wiedzę dietetyczną specjalizując sie w naturalnym żywieniu mięsozerców. Boze, jakie to było dla niej ciekawe. Nic dziwnego, ze swoim psom zaprzestała serwowac dog fast foody I zamiast chrupek w ich misce lądowało mięso i koścci. Jadły to chętnie te małe czpioty z kokardkami I nie chorowały nic.Wierzyła,ze to dzięki dobrym zmianom w diecie. Julia zaczęła o tym mówić. Odkrywała dawno juz odkryte. Wykładała kawe na ławę, uświadamiała, uczyła , przekonywała, zachęcała do dobrych zmain. Pisała setki artykułów do prasy kynologicznej, dokonywała odczyty zarówno w rejonowych oddziałach zwiazków kynologicznych, jak i na Akademiach rolniczych i uniwersytetach.Bez zbędnejj pruderii mogła się nazywać prekursorem raw diety dla psów i kotów w Polsce. Klamrą wieńczącą te jej starania było wydanie trzech książek o diecie BARF w Polsce.Za ksiązkami przyszły pieniądze, ale nie bynajmnirej z nich. Ona  ugruntowała w zoologi tymi ksiazkami swój status specjalisty. Zaczęla szkolic, leczyć dietą, układać menu, liczyć bilanse. Oczywiscie, jak to Ona- wszystko na 120 procent.  Typowe dla DDA(dorosłe dzieci alkoholików),Praca na co dzien, pisanie, układanie diet, kolejna książka,sponsorowane artykuły, szkolenia, warsztaty, sympozja, promocja książki, . Każdy dzień, bez wytchnienia. Soboty, niedziele tez. Ipodróże z Ełku do Rzeszowa i z Krakowa do Inowrocławia  itp. Tak wyglądała jej praca tuz przed udarem .Kochała swoją pracę ,która na czas jakis musiała byc teraz wstrzymana.Julia miała  i tak wiele szczęscia, ze natchmiastowo po jej zasłabnięciu pojawił się przy niej jej najwiekszy przyjaciel, jej Anioł Stróz. W 40 minut po zasłabnięciu była juz w karetce. Strach pomyslec, co mogłoby byc, gdyby nie było przy niej Krzysztofa. Albo jeszcze inaczej: kiedy odpaliła by auto, bo ten udar nadszedł, kiedy Ona właśnie za kierownicę siadała. Był zimny grudniowy ranek. Miała kolejnego(piatego juz) szczeniaka. Brała zawsze szczeniaki do pracy ze sobą. Pilnowała posiłkó, by dojadły, by przypadkiem w hipoglikemie nie wpadałuy, uczyła czystosci. Wszak jej praca scisle łączyła się z pasją. A Pasją były psy. Wspólna to zresztą była miłosc jej I Krzyska. Ukochali te małe teriery. I zaczęli je “koleekcjonować". Kiedy Julia wtedy z małym Karolem w ten grudniowy ranek do pracy jechała to w domu było razem pięć psów. Julia bacznie obserwowała, jak rozwija się i ugruntowuje nowa rasa- inna kolorystycznie wersja yorków. Tzw. białe yorki- biewery. W rzeczywistosci były one tricolorami(biało- czarno-złote).Kiedy tylko mozna juz było dostac takiego psa z legalnej hodowli, Julia i Krzysztof kupili. Od razu dwa.Srogi to był wydatek, ale to miały byc psy z przyszłością wystawową. Julia chciała brac udzial w wystawach psów rasowych niejako doradca żywieniowy i dietetyk, ale jako hodowca. I nie interesowały jej  żadne drugie miejsca- tylko wygrana. By te maluchy  utrzymac w formie wystawowej wiele musiała im poswięcić. Nauczyła się dbac o ich sierś. Nakupiła w branzowych hurtowniach nadrozszych kosmetyków: szampony, odzywki, balsamy, maski, jedwab, olejki, odswierzacze, nabłyszczacze, komplet profesjonalnych  narzędzi groomerskich i oczywiście setki kolorowych gumeczek i czerwonych kokardek. Wystartowały w końcu w pierwszej swojej wystawie międzynarodowej i zadebiutowały sukcesem. Kriera wystawowa Edyty rozwijała się zgodnie z oczekiwaniami Julii i niedługo zdobyly wymagane wygrane z trzech niezaleznych wystaw międzynarodowych. To dało suczce tytuł młodziezowego championa i upoważniło do bycia mamą. Pierwszy miot Edyta miała, gdy Julia była jeszcze głęboko sparaliżowana. Z łatwoscią wydała na świat cztery małe, jak chomiki mandżurskie córeczki.Co to był za cud odbywający się na Ich- Julki i Krzyśka- oczach.Julce te małe stworzenia dawały motywację do szybkiego wyrehabilitowania po udarze. Cisnęła ćwiczenia systematycznie i mozolnie, by jak najszybciej móc pochylić się nad tymi małymi cudami i oczywiscie przygotowac i podac pierwszy mięsny posiłek. Miłośnicy suchych karm pukali jej w głowę, ze  trzytygodniowym szczeniętom mięso podała.Ona natomiast pewna swej wiedzy i umiejetnsci nie siegnęł po specjalistyczne karmy bebe i udowodniła wszem, ze to była najsłuszniejsza  decyzja.Dziewczynki rosły bez zakłóceń. Nie cierpiały gastrycznie, nie miały zaparć, sraczek, łapieżu ani zacieków  pod oczam. Nie rzygały, nie ulewały i nie bączyły. Rosły w dobrym tempie, byly radosne i bystre. Nie tuczone węglowodanami nie miały okresu bycia beczółkami i innymi walcami czy , co gorsza, kulami.Pewnego dnia Krzysiek z nostalgia powiedział do zony:

-Juliś, zostawmy je wszystkie w domu. Jak my się z nimi rozstaniemy. Jullia zaoponowała  zdecydowania. Mięli by wtedy dziesięć psów, a kto wie jak długo Ona jeszcze będzie niepełnosprawna i czy nie do konca życia w ogóle. Mąż nie sprzeciwił się,jak zwykle żonie i w ostateczności w domu zostawili jedną z miotu suczkę, najmniejszą-Klarę.Bali tego(a było to bardzo prawdopodobne), ze z powodu jej rozmiarów ktoś w nowym domu pokusi się zrobic z niej fabrykę micropsów- bo to modne takiego miec teraz , więc intratny  biznes. A Oni wiedzieli, ze takie małe suczki często po prostu umierają podczas porodu.A Klara w zyciu dorosłym nie przekroczyła wagi 1300g i choć była śliczna, jak księżniczka i całkiem zdrowa to była  zwyczajnie karłem.Oficjanie nie zdobyłaby prawdopodobnie nigdy uprawnień reproduktora.Na zawsze w rodzinnym domu została szczeniaczkiem, była ropieszczana , a Julia opiekowała się z nadprogramową troską.

 

 

W ten sposób stado psów Julii i Krzyśka liczyło już siedem psów.

 

 

 

psiamama1971   
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz