Archiwum 24 sierpnia 2020


sie 24 2020 O Wandzie i trochę o wspólnym jej , Julii...
Komentarze (0)

O Wandzie mogłaby Julia powiedziec, ze jest niezawodna. Zawsze gotowa do pomocy i zawsza pełna pomysłow na rozwązania, zawsze obecna.Radosna, bystra, odważna, zaradna, pracowita, prawdziwa siłaczka.Poznały się w połowie podstawówki i juz zawsze były blisko siebie. Na jednej ulicy mieszkały, gdy jeszcze były panienkami. Wyprowadziły się z rodzinnych domów i pokupiły mieszkania na odległym osiedlu... na tej samej ulicy. Nie omawiały tego kroku. To był zupełny zbieg okoliczności.  W  tym samym czasie wychodziły za mąż. Starszy jej syn Robert był mlodszy od Dawida o cztery lata a młodszyMateusz miał o dwa lata mniej niz brat.Mati był chrzesniakiem Julii, a Wandzia trzymała do chrztu Dawida.Ufały sobie, to pewnie dlatego sobie wzajemnie tych synów  powierzyły .Kiedy Julia i Krzysztof kupili dom na wsi Wanda bardzo za nimi teskniła. Często ich odwiedzała, by w końcu zdecydowac się kupic mieszkanie na starosc w tej samej wsi, co oni. Bo ta ich miejscowosc pod Wrocławiem to była duza wies, gdzie deweloperzy stawiali tez budynki wielorodzinne.  Były w niej aż trzy sołectwa, duży, nowoczesny ośrodek zdrowia, dom kultury,  dwie poczty,trzech weterynarzy, dwie żabki i biedronka. Wies miała swoją stację kolejową, złobek, przedszkole, szkołę podstawową i gimnazjum, kościół parafiany,cmentarz komunalny, parafialny, ruiny starego zamku i jezioro. Mieszkali tu ludzie zamożni w pięknych nowoczesnych willach z basenami i kortami tenisowymi oraz swoimi polami  golfowymi. mówiono o wsi, ze to sypialnia Wrocławia.Tu nikt nie hodował kur, ani trzody chlewnej.Wieś o tradycjach ogrodniczych, z wieloma szklarniami, sadami owocowych drzew, polami lawendy i rajkami szparagów. Jesienią mieniła się kolorami chryzantemi, wiosną różowa od kwiatów magnolii , a w lecie pełna kwiatów i tych owoców z sadów: wisnie, czeresnie, brzoskwinie, no i morele oczywiście.Wandzie natychmiast się ta wies spodobała i chciała tu byc  na stare lata. Nie trudna była zatem o kupnie tu mieszkana decyzja. Tym bardziej, ze juz wówczas Wanda była rozwódką, a synów miała dorosłych.Kupiła dwupokojowa kawalerkę, którą wynajęł najpierw, by kredyt podgonic. Później zamieszkał w niej Mati z narzeczoną, a później  sama Wandzia. Nie ułozyło jej się z Arkiem, bo dziwny to byl człowiek, zupełnie do niej niepasujący. Ponad zonę i dzieci kochał forsę, szybkie samochody i jazdę na zimny łokieć.Był zresztą kierowcą zawodowym i wiecznie go w domu nie było. Szybko zaczął zdradzac żonę, a Wanda nie była z tych kobiet, które dawały sobą pomiatac i siebie poniżać. Decyzja o rozwodzie była szybka, a sam rozwód odbył się dosc gładko. Nie dzielili jeszcze majątku, bo tego się Wanda bała, ze ten miłosnik kasy odbierze jej wszystko.Ona została z chłopcami na małzenskim mieszkaniu, a On zabrał samochody i tyle na tamten czas.Matka Wandy, dziarska i dowcipna staruska powiedziała do zięcia,gdy się tej zdrady dopuscił: Pójdę do więzienia, ale Cię kurwa zabiję, byś nie krzywdził mojej córki"Arek nie przestraszył się tej grozby tesciowej, zresztą wszyscy powtarzali to, jak dobry żart. Przyjaciele dostrzegali wady Arka jeszcze przed  decycją Wandy o ślubie, otwierali jej oczy na ta jego interesowność, szpanerstwo i brak obycia. Ale Ona kochała go, a i ciąża się szybko pojawiła. Julia z Krzyskiem byli natralnie na ich weselu.Arek  owszem  zapewniał zonie i dzieciom życie na wysokim poziomie ekonomicznym, ale Wanda nie przywiazywała się do pieniędzy. Pochodziła z ubogiego domu, w którym najwazniejsza była lojalność i bliskosc w rodzinie.Wanda zresztą podzieliła los matki, która ojciec Wandy tez zdradzał, a ona i tak go na starosc do domu przyjeła, by w spokoju i cieple mógł umrzec,bo juz wtedy chory był  na raka płuc.Wanda, jak jej matka nie załamała się po rozstanu, szybko wzieła sie w garść, zmieniła pracę, skonczyła studia, by móc awansować  i w spokoju sama wychowywałaa synów.Dobrze zarabiała, a i Arek  płacił alimenty bez zatwardzeń i jescze dodatkowo wspierał  synów kieszonkowymi.Jakze dobrze ich Wanda wychowała. Jako dwudziestolatkowie  byli studentami prestiżowej Akademii we Wrocławiu. Byli grzeczni, kuturalni, samodzielni i bardzo ze sobą zżyci.Zdeklarowani sportowcy. Kochali matke i szanowali Ją za hart ducha, wiedzieli, ze jest wszędzie lubiana i mile widziana. Jak kiedys na prywatkę sylwestrowa do przyjaciół przyjechała to o pólnocy Robert zapytał Julii przy zyczeniach:

-I co ciocia? Kręci mama imprezę?

A kręciła. Ubrana, jak zawsze gustownie, nie była wysoka , mocno zbudowana, ale w zadnym momencie zycia nie gruba. Silna po prostu. Miała dobrą kondycję. Ale tez o nią dbała.Regularnie się badała. Brała udział w zajeciach yogi, ćwiczyła fitnes, latem uprawiała ogródek, jezdziła na rowerza, a zimą na nartach.Nosiła ciemne włosy, jak za młodu.Przyciemniała, jak zaczęła siwieć. Sama jezdziła na wczasy, a jakze. Sama jak miała chęć szła do kina, teatru czy basen. Zycie bez męża całkiem  Jej pasowało.Bez męza, co nie znaczy bez faceta. Była atrakcyjna, zawsze kręcił się przy niej jakis kolo.Jak chciała romansowała z nimi. Jak Jej, który nie pasował goniła czym predzej. A kiedy podrywał ja gość zonaty obiecujacy rozwód z zona, to wyfrunął z Jej zycia, ani się nie obejrzał. Postawiła sprawę jasno:

- Mnie mąż zdradzał, gdy byłam jego zoną. Nie zrobię tego innej kobiecie.  I  nie chcę byc zawsze tą trzecią w związku. Zrzucia go z hukiem ze schodów i chłop się zawinał na raka za kilka miesięcy.

Zastanowiła się przez chwilę czy przypadkiem nie jest czarownicą, bo kolejny odprawiony adorator tez zachorował  na raka i zmarł był wkrótce.

Wanda, kiedy dowiedziała sie, ze Julia lezy po udarze w szpitalu była u niej w ciągu godziny. I przyjezdzała codziennie przez szesnascie tygodni. Codziennie.Julia siadała na wózek inwalidzki i jechały na deser i kawę. Te Julowe siadanie na wózek zawsze płaczem było okupione, bo Ona nie  umiała zaakceptowac swojej choroby.Miała jakąs wybujałą potrzebę piia coli wtedy w szpitalu, choc na codzien dotychczas piiła raczej soki. Krzysiek nie kupował jej dla Julii.Mówił, ze nie zdrowa, ze pozniej apetytu nie ma. Wanda miała zawsze dla przyjaciólki pół litra zimnej coli. Otwierała drzwi wsuwała do sali rekę z napojem, później sama wchodziła.Julia cieszyła się na tą colę i na to ze kolezanka przyszła. Wanda pocieszała Julię, wysłuchiwała żali. Wnosiła ze sobą zawsze do szpitala więcej swiatła. Julia, kiedyjuz wyszła ze szpitala wciąż nie wyszła z depresji. Więc Wanda te swoje odwiedziny przerzuciła na dom. Przyjezdzał zawsze w czwartek Nieraz zabierała chorą  do kina lub na spacer.Julia bała się, ze uprawia na Wandzie wampiryzm energetyczny.Ale ta miała tyle energii, ze mogłaby  całą chałupę przez całą noc oświettlać. Nie rezygnowała, przyjezdzała az kolezana odzyslała swoje spokojne oczy,bo w tym smutku chorobowym , to wyglądała, jak stary  cocer-spaniel.

 

psiamama1971   
sie 24 2020 Romek
Komentarze (0)

Romek, dla odmiany był  dlugoletnim przyjacielem Krzyśka.

W ich grono wszedł z pewnością siebie, kiedy połączyły się ich drogi zawodowe ponad trzydzieści lat temu.Pracowali obaj wPSP na podziale bojowym jednej z większych jednostek we Wrocławiu.Prawie pomdlały wszystkie laski, kiedy Krzysiek wprowadził Go dnia pewnego na ich parkiety.Od tego  dnia wsiąkał coraz mocniej w  Ich szeregi, by w kocu stać sie jednym z nich. Dziewczyny widziały w nim wtedy podobieństwo do modnego aktora amerykańskiego Toma Cruise.Wanda zakochała się dnia pierwszego, kolejnego Grazka i pare innych. Romek obojętny jednak pozostawał na ich umizgi.

Był stonowany, zrównoważony, delikatny i mądry. Wykazywał twardy  kręgosłup moralny.Nigdy sie nie upijał, nie palił nawet, odprowadzał dziewczyny do domu i umiał dochowac tajemnic. Był badzo praktyczny, obeznany w zyciu codziennym zwariowanych czasów polskiej pieriejstrojki.Julia mówiła, ze jest dobry, jak chleb i wiedziała, ze z zadną z dziewczyn nie będzie, bo to szalone głowy były.A on taki odpowiedzialny, szanujący każdego.Ich bliska znajomosc zazębiła się z czasem studniówki u dziewczyn i kazda upatrzyła sobie w Romku partnera.Pewnie trudny to był dla Niego wybór, ale go dokonał. Ostatecznie towarzyszył na balu Goni i, jak się po latach przyznał, przez chwilę pomyslał o niej, jak o swojej dziewczynie. Gonia była wtedy w tym niezwykłym ich kregu, bo  razem z Julią i Grażką do klasy chodziła, ale jej najbliższą przyjaciółką była Aśka, tez z klasy.W tym liceum ich czwórka:Julia i Grazka oraz Gonia i Aśka stanowiły jakby jeden organizm- wzajemie się uzupełniały.Julia: autorytatywna ich liderka, organizatorka, prowodyrka wręcz, Odważna, pyskata i mądra. Nowatorka, która włosy na kolor czerwony pomalowała w przed dzień najważniejszy w tym liceum. Czepkowanie- jakby takie obłuczyny. Uroczyste i oficjalne nałożenie na głowę czepka pielęgniarskiego i złożenie przysięgi Hipokratesa*. Nauczycielki spodziewały się raczej skromnych w ten dzień uczennic, nie wyrózniajacych się w tłumie, przyodzianych w fartuszki Florencji Nightingale** i gładko zaczesanych włosach, a ta bez żenady wparowała w jaskrawym jeżu na głowie.Profesorka od interny zasłoniła sobie ostentacyjnie reką oczy, by przypadkiem ten Julii nowy kolor nie wypalił jej ślepek. Grażka: z natury skromna białolica . Włosy latami niezmiennie blond i fryzura na mokrą Włoszkę. Skórę istotnie miała alabastrową, była wysoka i zgrabna. Z charakteru raczej nieśmiała, Szybko się  zawstydzała i;jak prześmiewczo mówiły koleżanki; paliła raka lub jarała cegłę(dostawała pąsów). Poliglotka. Nauka języków obcych przychodziła jej w przeciwieństwie do    Julii z lekkoscią łatwo i przyjemnie. Z języków Julia opanowała zaledwie polski,ale za to ponad poziom, najlepiej.Gonia-piękność o złotej cerze z kasztanowo-rudymi długimi i gestymi włosami oraz biustem, króry przyciągał oczy  kazdego faceta.Były pewne, ze te jej cycki zadecydowały o wyborze Romka.  Śmieszek klasowy, wiecznie susząca zęby. Konsekwentna spóźnalska, koleżeńska i pomocna.Jak one wszystkie tempa dzida z matmy i fizy.Energiczna, zaciekawiona uczennica pielęgniarstwa.Gonia tuż po obronie dyplomu wyszła za maz i  , na wesele zaprosiwszy Julię z partnerem.Wyjechali z Pawłem do Austrii. Kontaktu z nikim nie utrzymywała nigdy później.Julia dowiedziała się od Jej szwagieki, ze w tym samym roku, co ona i Grażka urodziła córeczkę. Dała jej na imie Karolinka.

I Aska:schludna brunetka o posagowej twarzy. Nieczęsto gotowa do takich wygibusów, jak kompanki. Pilna uczennica, której droga zawodowa była dziedziczona od pokoleń. Pielęgniarstwo  wyssała z mlekiem matki.Aśka niestety zmarła kilka lat po zakończeniu nauki na raka piersi, o czym zresztą poinformowała dziewczyny Wanda, która wyszła później za maż za Arka-kuzyna Aśki. Tylko Wandzia była na pogrzebie Aśki.

Romek postrzegał je, jak kompletną , doskonałą całość. Gdyby tak zagniesc je wszystkie, jak plastelinę i z  tego materiału ulepić kobietę brałby bez wahania. A tak długie lata pozostawał kawalerem do końca oddajac się opiece nad chorą matka. Do  jej śmierci, Odejście mamy osierociło Go zupełnie. Na świecie został Mu juz tylko brat, który za lat kilkanascie umarł smiercią samobójczą po rozstaniu z żoną. Wczesniej jednak Romek przygruchał sobie wiele lat młodszą żonę Patrycję i parę dobrych lat z Nią przezył.Julia z Krzyskiem byli natralnie na ich weselu.Wychowywali wspólnie syna do piętnastego roku Jego życia, a dalej juz Romek sam go wychowywał, bo młoda jeszcze zona  ulotniła się niewiadomo dlaczego, czym przyczyniła sie do depresji męża. Przyjaciele bali się o Romka, by nie podzielił losu brata, bo dotychczasowe ich żywoty niebezpiecznie były podobne.Krzysiek angazował Go do pomocy, a to przy remoncie altany,a to konserwacji kampera, by tylko wypełnic Mu  samotnosc dnia powszedniego.Romek ochoczo pomagał przyjacielowi. Przyjezdzał nieraz  do Julii i Krzyska na sobotnie kolacje czy niedzielne podwieczorki.Julia ppuszczała wtedy wodze fantazji kulinarnej i szalała w kuchni.Zwykle wyczarowywała coś niezwykłego, a gdy jej nie wyszło odchorowywała porazkę. Nigdy nie nauczyła się godzić, radzić z niepowodzeniem.Romek był blisko przy Julii i Krzyśku, ufał im, zwierzał się i odgadywał

 

Oryginalna Przysięga Hipokratesa mówiła o tym, że lekarz/  zobowiązuje się świadczyć pomoc bez konieczności zapłaty i pisemnej umowy, zaś swą wiedzą i umiejętnościami będzie starał się pomagać, nigdy szkodzić pacjentom.

**Florence Nightingale – angielska pielęgniarkastatystyk, działaczka społeczna i publicystka. Jest uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa. Podjęła się szkolenia pielęgniarek, którym zapewniała odpowiednie wykształcenie zawodowe i dbała o ich poziom moralny, co miało przyciągać do zawodu kobiety o nieposzlakowanej reputacji.

psiamama1971