Najnowsze wpisy, strona 2


sie 23 2020 Zapiski z Afryki i Chory na Michela
Komentarze (0)

 

Wrócili w sam raz na kolację. Zmianę następujących po sobie posiłków rozpoznawali po zmierzających do restauracji, bo pomiędzy posiłkami i tak żarcia leżały całe hałdy. Szwedzkie stoły w czasie między posiłkami mogły odsapnąć od głodnych, bo w kilku miejscach Thalassy serwowano wówczas naleśniki z czekoladą, hot dogi, mięso i kiełbaski z grilla, pizzę…Natomiast źródełka alkoholowe przeżywały najazdy spragnionych cały dzień. Pragnienie graniczące z objawami moczówki wykazywał dziadek wrzeszczącego w samolocie i nie tylko dziecka i jego żona. Przy czym dziadek nie oddalał się zbytnio od źródełka i sądząc po ilości szklaneczek na jego stoliku był głównym polskim odbiorcą płynów wysokoprocentowych w Thalassa Village.

Koło dwudziestej klubowo zaczął na trąbce pogrywać Arab, a Murzyn obok delikatnie pukał w bębenek. Świetny klimacik na dziedzińcu. Romantycznie. Chciałoby się mieć u boku tancerza, ale Krzysztof  emeryt o dwudziestej pierwszej już smacznie śpi. Wczasowiczki świadome nadchodzącej pory potańcówki zaczęły nadciągać odpierdzielone w cekiny, panterki, suknie balowe nawet. Trzeba  tu przyznać chyba obiektywnie, że najładniejsze były ... Tunezyjki, mimo swego zaniedbania. Ale one się nie liczą, bo one mają genetycznie zapisane piękno. Zaraz po nich są Polki. Absolutnie. Angielki- chłopo-baby. Wszystkie w spodniach męskich. I głowy jakieś takie wielkie...No, a Niemki to już mistrzostwo świata. Niemal wszystkie maszyny z podwoziem robura. Czy młoda, czy stara- na plażę wciągały stroje bikini. Dwuczęściowe na paseczkach. Przy czym paseczków nie widać było pod fartuchem tłuszczu brzuszno-dupowego. I nie miało znaczenia, że w rozstęp takiej rusałki można by palec włożyć. Fryzury...fryzur brak. Jakaś przenoszona trwała ondulacja wysuszona w tunezyjskim słońcu, jak snop siana.

Jedna Hilda na wieczór wbiła się w kombinezon ( po kroju widac, że szyty pewnie w osiemdziesiątych latach) imitujący skórę węża. Żal PL, jakby to powiedział Dawid. Albo może ta Niemka wyprzedzała modę...? Boże, to niech już Julia  okażę się raczej nieprzystosowana do świata, bo nigdy w czymś takim nie wystąpi. Ale ani gwiazdeczki w strojach wieczorowych, ani złote rybki, ani nawet nasza kobra niemiecka nie dały rady przyćmić blasku gwiazdora tego wieczoru. Najchudszy Arab, jakiego spotkali. Młody. Pierwszy raz Julia spostrzegła go parę godzin wcześniej. Zwróciła na niego uwagę nie tylko, dlatego, ze taki cienki. Wydawał jej  się znajomy. Widziała już taki sposób poruszania się i to, jak gestykulował. I, znajome jakby, te dłonie, do połowy okryte, wystającymi spod skórzanych rękawów marynarki, mankietami białej koszuli. Postawiony kołnierz zakrywał mu dolną część twarzy, a kapelusz górną. Czarne spodnie zmysłowo opadały na kości biodrowe, choć wcale nie były za duże. Sprawiały raczej wrażenie drugiej  skóry gwiazdora. Zdradzały chłopięca figurę, a tam gdzie kończyły się zbyt krótkie nogawki świeciły złotą nitką białe skarpetki. Na końcu chudych nóg mokasyny. Widać budził zainteresowanie nie tylko Julii. Te klępy, strojnisie grube chłonęły go wzrokiem. Chudy przystojniak okazał się być jednym z siedmiu animatorów, czyli po naszemu KAO-wcem. Niepostrzeżenie wokół niego pląsała już całkiem spora grupa wczasowiczów różnych narodowości. Najbliżej chudego naturalnie tłuste Niemki i zawiana darmowymi drinkami kobra. Kiedy chudy zakręcił biodrami w ryt makareny, grube fanki waliły się łokciami zdobywając w ten sposób miejsce najbliżej gwiazdora. A to z pewnością, by, choć przez sekundę dotknąć biodra boskiego animatora. Uprzejmy, jak oni wszyscy, Tunezyjczyk poświecił każdej klępie choćby parę sekund tańca. Zamilkły głośniki i dziedziniec zaświecił pustym marmurem. Pewnie po to, by wzmocnić nadchodzące doznania. Kiedy nad sercem Thalassy huknął swoim thrillerem Michael Jakson, a na 'ringu' stanął chudy animator wiedziała już Julia skąd go zna.  Bohater był wierną, oddaną z całym swoim uwielbieniem, kopią Michela. Jego taniec wydał  się znakomitszy nawet niż samego mistrza. Identyczne ruchy rękoma, ten sam chwyt za pasek i erotyczne dygnięcie biodrami. Genialny, moonwalk  . Można by nie wierzyć, że Michel od dwóch lat już nie tańczy wśród żywych. Spektakl przeciągnął się na kilka przebojów. Z rozbrajającą troskliwością gwiazdor długo tańczył noga w nogę z niepełnosprawnym umysłowo chłopcem. Co rusz przyklaskiwał dłońmi i zachęcał skutecznie widzów do bicia małemu brawo. Nie można było nie ulec skojarzeniu z koncertem, kiedy król popu grał i tańczył dla sierot z domów dziecka. Piotruś Pan. Identyczny i wzbudzający tak samo podziw… Dreszcz szmerał Julię po karku. Kiedy po skończonym, popisie przechadzał się miedzy stolikami w roli, jaka mu jest nadana w Thalassa, przyjrzała się jego twarzy. Ten chłopiec naprawdę był chory na Michela. Dałaby łapę uciąć, ze jest już po operacji twarzy. Każda kolejna będzie dla niego krokiem, który przybliży go do idola. Przez myśl jej przeszło: ‘Oby spełniły się jego marzenia o byciu gwiazdą. Oby nie skończył, jak jego bożyszcze'.

Krzys  stracił wiele idąc spać z kurami. Dobrze, żeJuli a nie zlękła się jego focha i nie polazła za nim, jak oczekiwał. O ile byłaby uboższa. Z tak rozbudzonymi zmysłami, wrażliwsza na piękno ją otaczające, wracała sama do ich  bungalowu w rytmie cykadowej bosanowy i chłonęła woń afrykańskiego wieczoru.

psiamama1971   
sie 23 2020 Zapiski z Afryki- sex madame, sex! i trochę...
Komentarze (0)

Zaraz po obiedzie uciekli zza murów  hoteluThalassa Village, by zobaczyć tutejsze życie bez makijażu. No i zderzenie, jak obuchem w głowę. Krajobraz po rewolucji. Biednie, szaro, brudno i sucho. Wszędzie śmieci. Nierówne, dziurawe drogi, puste, zdewastowane domy. Porzucone, niedokończone budowy. Nawet koparka, jakby zastygła nagle w pracy z łyżką wzniesioną, a jej gąsienica zatopiona do połowy w naniesionym przez wiatr piachu. Plany wielkie musiały być, bo gmachy niedoszłych hoteli wzniesione na dziesięć pięter, długości dwóch galeriowców wrocławskich, a zadaszone części niczym opera w Sydney. Monumentalne budowle charakterystyczne dla rządów dyktatorskich to pamiątki po obalonym podczas Rewolucji Jaśminowej w styczniu tego roku prezydencie. 14 stycznia 2011 prezydent Ben Ali po ponad 23 latach sprawowania władzy uciekł przed rozwścieczonymi rodakami, którzy przestali milczeniem godzić się na grabież swojego kraju. Ruch rewolucyjny miał charakter społeczno-polityczny i wetował złej sytuacji materialnej, bezrobociu, brakowi swobód obywatelskich i długoletniej władzy prezydenta. Choć rządy Bena Alego utrzymywały miarowy wzrost gospodarczy, głównie rozwój branży turystycznej, nie wszyscy obywatele odczuwali poprawę sytuacji życiowej. Mieszkańcy niezwiązani z turystyką pozostawali wyraźnie ubożsi w porównaniu z wybrzeżem. Tunezyjczycy dostrzegali również korupcję i nepotyzm rządzącego. Krytykowali przywileje rodziny prezydenta i polityków. Rodzina prezydenta Ben Alego posiadała gigantyczny majątek i udziały w wielu firmach. 16 października 2011 Tunezję czekają wybory nowych władz. Tymczasem rządy należą do policji. Widać to zresztą bardzo znamienicie na każdym rondzie i skrzyżowaniu. Szokuje  nieco długa broń przy boku każdego funkcjonariusza, ale przyzwyczaili się szybko do tego widoku. W drodze do miasteczka mijali dwa takie zamarłe w budowie giganty. Ciekawe czy ktoś to kiedyś rozbierze, dokończy...? Chodników w miasteczku nie ma. Jedynie w najbliższym sąsiedztwie sklepów i hoteli. Przystanek autobusowy …nie jakaś tam banalna wiata z szybą i reklamą. Wymurowana ławeczka obłożona mozaiką ceramiczną, oczywiście biało-niebieską. Pierwszy sklepik z rodzaju ‘szwarc ,mydło i powidło’ rodem jakby z pegeerowskiej wwsi. Towary, jak na całym świecie. Coca cola, danonki, nutella, nivea, adidas, lacosta,puma. Pamiątki niby egzotyczne, ale czy ichnie…? Wszędobylska chińszczyzna oczywiście. Można by we Wrocławiu na Karmelkowej kupić takie 'tunezyjskie suweniry'. Masa naszyjników i wisiorów. Pewnie też od Chińczyków, ale Julia kupiła jeden biały za jedyne pięć dinarów, bo sroka jest wyjątkowa. W gratisie do zakupów dostała od sprzedawcy breloczek. Nie wiomo co jest na jego zdjęciu, bo zupełnie wyblakło. Ale nie byłby sobą Arab, gdyby nie zaczepił Europejki blond umaszczenia w swoim własnym sklepie. Breloczek miał pewnie powalić turystkę na kolana i przetrzeć szlak dla dalszych ruchów. Nie szkodzi, że białolica z facetem jest. Nawet, jeśli nie jest pierwszej młodości, a blond jest spod pędzla i maskuje siwiznę. Breloczek musi być.U białej kobiety powszechnie obiektem przyklejającym wzrok Arabów są ramiona i stopy. Ramiona naturalnie, dlatego, że gołe. Ale czemu stopy? Może, dlatego, że czyste…Na pewno, dlatego, że na obcasie. Tunezyjki chodzą w rozciapkanych babuszach1 i mają zwykle czarne stopy. Wkrótce dowiem się, że to tatuaże, nie brud. Kobiety islamskie są raczej skromne. Podobno w domach arabskich wbrew powszechnemu wyobrażeniu panuje matriarchat, jednak na zewnątrz ‘rządzi’ facio. Mąż w sklepie przystanął, by przytrzymać drzwi przepuszczonej przodem kobiecie, to biedaczka nie wiedziała, co on chce. Nie przeszła, zanim on nie wbił do środka. A ja, jak się spytałam na plaży, jak daleko do miasta, to gość mało nie zemdlał, że baba się do niego odezwała. Ale odpowiedział: 

-Oszem.

Pozycja kobiet w krajach arabskich, choć mocno ostatnio  rozszerzona wciąż jednak jest bardzo niska. Kobiety siedzą w domu, nieliczne pracują.Arabki w wielu krajach nie mogą kierowac  autami,niedopuszczalne jest , by kobieta pierwsza odezwała się do męzczyzny.

Za posiadanie prezerwatyw  kobieta może iść do więzienia, ale sprzedanie córki na dwa tygodnie seksuprzez ojca  jest OK. 

 

W kolejnym sklepie asortyment ten sam, ale jakże inny sklep. Elegancki, czysty, podłogi i schody marmurowe, regały(wymurowane!) Wieńczone kopulami perskimi i powalający zapach kadzidełek. Może odurzyć pewnie po dłuższym przebywaniu . Tu też wydające się być oryginalnymi tarbusze2, tuniki i szisze3.

Zupełnie niespodziewanie o godzinie osiemnastej zapadł zmierzch. Powrót brzegiem morza wydał się parze  ryzykownym, bo są po drodze plaże prywatne. W obliczu wielu uzbrojonych funkcjonariuszy przeszło im przez myśl, że może by i który ustrzelił intruza na nie jego plaży. Zaś powrót droga lądową , poboczem drogi szybkiego ruchu w kraju, w którym wyprzedza się obojętnym pasem, motocykliści nie musza mieć kasku, a osobówki nie zaświecają świateł nawet podczas szarówki, to mógłby być powrót ostatni. Wrócili dorożką. Myśleli o taksówce, gdy nagle rześki tubylec charakterystycznym dla nich głośnym tonem zaoferował swojego konika. Spytala Julia    o cenę do Thalassa. Skąd wiedział, że po polsku do niej  można…?I W OG

-Madame, dwadżeszcza piecz. Kiwnęłam ręką odmownie. -Ile?- Zapytał. Skończyło się na siedmiu. Tematem przewodnim naszej przejażdżki był sex. Jeszcze na postoju Arab uderzył w dyskusję z mężem.

- Palisz?- Nie paliliśmy oboje nigdy w życiu. -Pijesz?-Piwa nie Uznał za alkohol, kolejny minus dla pasażera. -Seks?

Oooo, jak się ucieszył z kiwnięcia głową. Zaczął, więc, zostawiając na postoju drugiego woźnicę, że tamten ma małego fiutka. No tak, po prostu. Ręcznie pokazał, że tamten na dodatek używa sobie sam swoją własną ręką i odwróciwszy się do nich dość szczegółowo poinstruował męża, jak to tamten czynność tę robi. Julia spłonęłam żywcem, bo była pewna, że zaraz wyciągnie pomoc dydaktyczną, ale nie...Uff. Żadna mijana po drodze biała kobieta nie mogła zostać niezauważona przez naszego przewodnika. Milczały zawstydzone, gdy głośno pozdrawiał każdą okrzykiem: -Sex madame, sex!

Leniwie ruszający się ogier dbał chyba, by gospodarz miał czas nasycić oczy widokiem nagich nóg i ramion białych kobiet oraz, by mógł dokończyć wywiad z pasażerem. Kolejne pytanie do Krzyska było o dzieci.Czy je ma, spytał męża, do Julii puścił oczko. Krzys po niemiecku(nie szkodzi, że Arab świetnie po polsku gadał) odpowiedział dumnie:

-Ja, ja! Jakie dziecko duże… już nie potrafił. Ale licząc na zrozumienie odpowiedział bardzo powoli i głośno, jak do niedosłyszącego. Artykułował dobitnie głoski, szeroko otwierając usta, jakby liczył, że rozmówca zrozumie z ruchu warg, mimo, że po polsku:

-J E S T J U Ż D O R O S Ł Y ! ! -Z tego Arab nie zrozumiał ani słowa. Z pomocą idąc Julia zakreśliła rękoma ogromne koło i dodała: -Big bebe.

Jakby każdy dorosły przechodził na progu pełnoletności stadium wielkiego dziecka. Ze zrozumieniem spojrzał jej w oczy i szepnął pod nosem:

-Ładna, ładna, bardżo ładna – i już głośniej - Pietnaszcze? – Mąż pokazał jeszcze większa figurę. -Jeszcze grouse bebe-użył swego esperanta. -Dwadżeszcza piecz?- Wywalił nie kryjąc zdziwienia. Kiedy poznał już wiek ich bebe, spytał o płeć. -No sex!!!- zareagował mocno i gwałtownie, jak się dowiedział, że męska i dodał wkurzony: - Kurwa!

Julia parsknęła śmiechem i tym chyba ucieszyła kierowcę, bo zaraz zaczął popisywać się znajomością innych znanych powiedzeń polskich.

-Dobra, dobra zupa z bobra.- Rzucił z dumą i ciągnął dalej: - Jeszcze lepsza z wieprza. Cud, ze dał radę temu łamańcowi językowemu na tyle, by go zrozumieli. A może porostu oni wiedzieli, co ma nastąpić po bobrze i dlatego się dogadali. Poboczem szła śliczna długowłosa Tunezyjka i Julia spytałaAraba nie bez wredoty wskazując na nią palcem:

-Sex? -No madame.Ty sex. Ładna, ładna, bardżo ładna.

Ciemniej już zrobić się nie mogło. Nie zmartwiła się, więcJulia, kiedy Arab zatrzymał konia w zatoczce przy hotelu o wściekle pomarańczowych murach, za to na trzy metry wysokich. Tam przywitało go czterech identycznych Arabów, choć widać było wyraźnie, że z dwóch pokoleń.

-Moi przyjaczel, mój rodżyna- przedstawił krewnych dumnie. Na to Krzyś  błyskotliwie zażartował: -Twoja mafia! Kąciki ust wszystkich Panów opadły i Julia była pewna, że teraz nastąpi kara za bluźnierstwo. Pomyślała, żeby tylko nie uczynili jej wdową tu na obcej ziemi. Ale tylko zaczęli cos krzyczeć po ichniemu, a woźnica ze spokojem poinformował nas, że nie posiada mafii, że to rodzina, że on tu po papierosa wpadł, a w ogóle to wszyscy kochają Polskę i mają ciotkę w Zielonej Górze.

Tamci niby się uśmiechnęli, ale rozmawiali nerwowo. Zmieniła na wszelki wypadek temat i spytała woźnicy ile on ma lat. Trzydzieści cztery. Na tyle  wyglądał.-Ja o nojn więcej- wbił mąż nie wiedzieć, czemu znów mieszając polski z niemieckim. Arab zrozumiał. -Czterdżeszczy czy.

.-A ty?- Wskazał na mnie. 

Julia powiedziała ile mam, na wszelki wypadek wyciągnęła cztery palce.  Wyciągnął trzy swoje i powiedział: -Dla mnie masz trzydżeszczy. -Poczuła się bosko. Męża chyba zaciekawił żywot woźnicy, bo spytał; tym razem po rosyjsku: -A skolko u tiebia...-I tu znów luka. ‘Rebiata’ wyleciało mu z pamięci, wiec skończył po polsku, ale zajeżdżając kresowo nieco-… djietji? Arab złapał się za głowę i polamentował coś. Odwrócił się do mnie i powiedział zrozpaczony: -Nie mam madame. Cmoknął na konia, bo wpadał do rowu już prawie, znów się odwrócił i dokończył lament swoim: ·-

--- Ładna, ładna, bardżo ładna.

Wkrótce osiągnęli  cel. Thalassa zaświeciła białym blaskiem marmurów. O ile wejść do bryczki nie było trudno, o tyle wyjście Julia musiała wykonać tyłem, bo jej mężczyzna   zapomniał o swojej madam i zagadywał właśnie coś do konia. Arab sprytnie zeskoczył z furmanki i szarmancko podał jej rękę, a oczu nie spuszczał z jej stóp. Zaczerwieniła  się, jak dziewica orleańska i znów odchodząc myślała : ‘Tylko żeby się nie potknąć, albo by ze niej nie spadła sukienka, (choć w życiu tak nie miała)’. I droga znów się wydłużała, kiedy tak szła pod obstrzałem jego oczu.

psiamama1971   
sie 23 2020 Zapiski z Afryki:Shopping
Komentarze (0)

Korzystając z nadarzającej się okazji ruszyli dnia pewnego na stadną wycieczkę z rodakami do pobliskiego miasta  Sousse. Pierwszą i ostatnią wspólną. Rezydentka nazwała ten wyjazd ‘shoppingiem’ i nic oprócz wskazówek dotyczących handlu nie usłyszeliz jej ust. Zanim jednak wystartowali z hotelu dwie cizie podniosły ciśnienia wszystkim współpodróżnym każąc na siebie czekać blisko kwadrans. Dlaczego? Bo …zapomniały. Pewnie za sprawą nawału obowiązków, jakie tu  na wczasach mają. Też same pindy po 15 minutach drogi autokarem musiały zaraz po dotarciu do Sousse* zrobić siusiu. I znów wszyscy czekali na gwiazdy, by przewodniczka mogła zacząć wykładać instruktaż, jak nie dać się oszukać Arabowi i co warto kupić, nie ważne czy jest to akurat potrzebne, czy nie.

Zawsze przecież można kolejną skórkową torebkę schować do szuflady. Kto wie, czy za dwa lata w Polsce nie będzie kryzysu w przemyśle garbarskim. Te osławione tureckie torby skórzane rożnego koloru, w fasonach ponadczasowych i uniwersalnych na każdą okazje w Polsce powszechnie dostrzec można na ramieniu niemal każdej damy zmierzającej na niedzielną sumę. W każdym razie jest ich w Polsce nie mniej niż w Sousse. Zresztą, jak się okazało wkrótce, więcej mamy u nas ludowych afrykańskich gadżetów niż mają u siebie sami Afrykańczycy. Aida-animatorka , śliczna Arabka, klasnęła w ręce, gdy spostrzegła moje brązowe babosze, pasujące do sukni, którą zaraz kupię w ramach shoppingu.

-Traditional, madame. Oooo beautiful, madame. Kupiłasz w Sousse madame?

-Nie, w Polsce - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Dałam za nie całe 15zł. Z pewnością można by niezły interes rozkręcić przywożąc je tu na handel, jako tradycyjne tunezyjskie obuwie Arabki.

Arabowie nie potrafią sobie niestety poradzić z zalewająca świat tandetą. Fascynuje ich wszystko, co jest europejskie. Biją na głowę Rosjan w handlu podróbkami. Tych ‘zwykłych’ Tunezyjczyków nie stać często na wymarzony strój z boskim logo. Z dumą obnoszą się wówczas z najdrobniejszym choćby gadżetem, byle miał znaczek. Kiedy ruszyli   uliczkami kupieckimi w stronę mediny uderzył znów Julię  ten dramatyczny melanż. Tradycyjne szaty z kaszmiru, a obok podróbka dresu Adidas i obuwie sportowe Puma z diodami w podeszwie. Przy arabskiej tunice cena 15D, przy koszulce 35D.

Niby spotkanie Dawida z Goliatem, przy czym tu z góry wiadomo, ze wiktoria należy do dużego, a nie do dobrego. Jak to jest, że wszyscy wiemy, który z tych światów ma większą wartość, a mimo, ze kibicujemy słabszemu pomagamy wygrać silniejszemu? Jak? Kupując z zachwytem wszystkie dobrodziejstwa koncernów. Wszyscy znajomi Juli wiedzieli, jakim jest Don Kichotem w walce z polityką gigantów korporacyjnych. Tyle ile mogła, na swoim gruncie: odbierając psom od pysków”dobroczynne suche karmy a zlecając naturalne żywienie psa czyli mięso.Zaden z ich szesciu psów nie dostawał chrupek. Julia sama szykowała im posiłki skrupulatnie wczesniej obliczając bilans w ich menu.

Uliczki Sousse są takie dokładnie jak Afryka tu. Ze starymi Arabkami w abajach***i starymi Arabami w galabijach**i  przesiadującymi z sziszą**** w kącie knajpki. I z młodymi, śniadymi przystojniakami wsiadającymi z długonogą laską do swego okularnika*****. Głośne, gorące, lepkie od potu kupców i kupujących. Brudne. Z osłami ciągnącymi drabiniaste wozy, z drewnianymi kramami na kołach. Z beczkami pełnymi oliwek, z wozem granatów, arbuzów, daktyli i obwoźnym handlarzem ślimaków. Pachną aromatem przypraw i kręcą w nosie zapachem ziół. Pełne barw i ich odcieni , szare, spokojne i ciche. Zachęcające soczystymi owocami,kuszące słodkimi łakociami , z żywym drobiem i martwą krową w całości łącznie z przysmakiem tubylców-jądrami.

 

 

      *Sousse- trzecie pod względem wielkości miasto w Tunezji.

  **   Galabija, – tradycyjna szata mężczyzn arabskich. Szerokie, luźne okrycie noszone przez arabskich mężczyzn. Przypomina nieco europejską koszulę nocną. Zwykle biała, odbijająca promienie słoneczne, lecz zdarzają się też bogato zdobione różnego rodzaju cekinami.

*** Abaja- wierzchnie okrycie noszone w krajach muzułmańskich, z wyglądu przypominające długą sukmanę bez rękawów

****Sisza-  rodzaj fajki wodnej popularnej w krajach arabskich

*****Okularnik- ten przydomek przylgnął do Mercedesa Klasy E, modelu z charakteryztycznymi reflektorami przypominającymi okulary.

psiamama1971